Tytuł: Wsad prosto w serce
Typ: Rozdział 2
Gatunek: Komedia, szkolne, koszykówka, romans
Paringi: Taoris, JongKey
Ostrzeżenia: Brak
Witam Wszystkich ! ( ^-^ )/
Dodaje drugą część opowiadania (nareszcie xD). Przepraszam, że się
tak guzdrałam z dodaniem . Mam nadzieję, że mi wybaczycie . Następną
część już piszę więc na pewno będzie wcześniej dodana :3. Przepraszam, że
opowiadanie nie jest doskonałe ale dopiero się uczę i mam nadzieję,
że się poprawię. Jak zauważyliście w tym rozdziale nie ma ostrzeżenia nie
wiem czy to dobrze czy źle ale zapewniam Was, że już w trzecim rozdziale się
pojawi >.< . Zachęcam Was do komentowania. Każdy nawet krótki komentarz
(może być nawet heit) mnie zmotywuje do dalszego pisania i do poprawienia
się w pisaniu . Dziękuję i miłego czytania ^o^.
* Przepraszam za błędy były sprawdzane dwa razy przez Izumi i Jonghyuna
ale na wszelki wypadek piszę.
Minął tydzień odkąd poznałem nowego ucznia ZiTao. Moje nieznane mi dotychczas uczucia nie mineły. W dalszym ciągu nie mogę zasnąć, jeść bez chociażby jednego wspomnienia o ciemnowłosym chłopaku.
Dziś po zajęciach miałem trening koszykówki, lecz nie mogłem się skoncentrować na grze i przez cały czas obserwowałem Tao, który z wielkim zapałem grał z chłopakami, próbując ich ominąć i zrobić wsad, jednak nie udało mu się. Jeden z graczy odebrał mu piłkę i płynnym ruchem rzucił do kosza. Nagle przed oczami pojawiła mi się scena z treningu z ZiTao. Gdy obaj spadliśmy na podłogę, chłopak leżał na mnie podpierając się na łokciach a jego ciemne, podkrążone oczy spoglądały na mnie.
-Kris! Kris!- Zostałem wybudzony z transu przez graczy, którzy machali i krzyczeli do mnie. Byłem trochę skołowany gdyż nie wiedziałem o co im chodzi.
-Uważaj! - Zawołał jeden z nich. Ujrzałem piłkę do kosza lecącą wprost na mnie. Było już za późno nie zdążyłem zrobić uniku, gdy piłka z wielką siłą uderzyła mnie w głowę do tego stopnia, że straciłem równowagę i runąłem na ziemię. Ujrzałem nachylającego się na de mną Tao, który coś do mnie mówił i szarpał mnie za ramiona lecz widziałem go jakby za mgłą. Następnie Tao znikną, a zastąpiła go ciemność. Obudziłem się w pokoju pielęgniarki. Leżałem w łóżku przykryty kołdrą, moja jedna ręka była położona luźno wzdłuż tułowia jednak w drugiej czułem ucisk. Popatrzyłem się przed siebie gdy nagle zobaczyłem ZiTao, który ściskał moją rękę, a na swojej drugiej dłoni opierał czoło.
-Tao ?- Zapytałem tak jak bym chciał się upewnić czy to na pewno on. Chłopak podniósł głowę, oczy miał zaszklone jeszcze bardziej podpuchnięte.
-Kris, obudziłeś się. Jak dobrze. - Rzekł, uśmiechając się. Patrzył ciągle na mnie . Odwzajemniłem uśmiech, po czym zerknąłem na obejmującą mnie jego rękę.
-Oh...Przepraszam.- Powiedział zawstydzony chłopak, po czym szybko puścił moją dłoń.
-Nic się nie stało. Cieszę się, że martwisz się o mnie.- Powiedziałem w dalszym ciągu uśmiechając się.
-Kris ?
-Hm..?
-No bo- Zaczął Tao wachając się-Bo to ja rzuciłem tą piłkę, ale to było nie chcący po prostu myślałem, że też byś chciał pograć. Ponieważ dzisiaj na treningu byłeś taki nieobecny- Wyrzucił z siebie, czerwieniąc się.
-Gniewasz się? Znienawidzisz mnie przez to? Kris przepraszam , ja naprawdę....
-W porządku , nic się nie stało to nie twoja wina. - Przerwałem chłopakowi.
- To ja przepraszam, że byłem rozkojarzony. Następnym razem będę bardziej skupiony na grze. To prawda powinienem bardziej uważać - pomyślałem. Chłopak patrzył się na mnie z otwartą buzią, a ja nie mogąc się opanować zacząłem głośno się śmiać.
-W porządku.- Pogłaskałem Tao po włosach. Po czym dodałem
-Pamiętaj, że dzisiaj jest impreza u Hyuny. Przyjdę po Ciebie o 21. Nie każ mi czekać.- Chłopak pokiwał głową.
-Oczywiście, że pamiętam. Do zobaczenia, a na razie odpoczywaj.- Wychodząc pomachał mi. Byłem trochę zmęczony lecz podniosłem się do pozycji siedzącej i zabierając telefon leżący na nakastniku zobaczyłem koło niego pudełko na lunch. Wziąłem je do rąk . Było czarne ,na pokrywce widniała narysowana podobizna pandy. Otworzyłem je i ujrzałem bardzo elegancko pokrojone bento. Rozejrzałem się za pałeczkami. Koło nich widniała niebieska karteczka z napisem:
Zjedz wszystko. Smacznego.
ZiTao
Koło napisu była narysowana podobizna pandy. Wziąłem pałeczki i zacząłem jeść.
-Naprawdę pyszne - Zaskoczony tym, że panda umie tak dobrze gotować niechcący powiedziałem na głos. Uśmiechnąłem się sam do siebie . Gdy poznałem ZiTao coraz częściej się uśmiecham -pomyślałem. Po wyjściu od pielęgniarki czułem się już o wiele lepiej. Popatrzyłem na zegarek w komórce, dobiegała godzina 18 czyli z moich obliczeń wynikało, że zemdlałem na jakieś 2 godziny. Pośpiesznie ruszyłem do domu. Gdy dobiegała godzina 20 byłem już gotowy do wyjścia. Założyłem moje czarne, obcisłe spodnie, biały podkoszulek z długim rękawem i zarzuciłem na niego czarną kamizelkę. Włosy postawiłem na "jeża" i oczywiście ubrałem moje glany, które bardzo lubię. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi . Otworzyłem je, w drzwiach stał Jonghyun. Był ubrany podobnie do mnie miał białe obcisłe spodnie, które przytrzymywał masywny pasek, czarną bluzkę z długim rękawem, która włożona była do spodni i zarzuconą na nią czerwoną kamizelkę. Już nigdy z nim nie idę na zakupy - postanowiłem. Gdy byliśmy na nich ostatnio przymierzałem ową czarna kamizelkę. Wtedy Jonghyun stwierdził , że od czasu do czasu możemy ubierać się jak "bliźniacy". Głupi ja się zgodziłem.
-Siemka Krisus -Powiedział, puszczając do mnie oczko. Podstepny gad specjalnie tak mnie nazywa bo wie, że nie toleruję tego przezwiska - stwierdziłem, spoglądając na niego złowrogo.
- Chodźmy już kurduplu. - Odparłem, zadowolony z riposty i poklepałem chłopaka po głowie.
Dinozaur uderzył mnie w ramię po czym obaj zaczęliśmy się śmiać. Naszym starym nawykiem było przezywanie się nawzajem.
* * *
Stałem pod domem Tao, zastanawiając się czy zadzwonić dzwonkiem czy lepiej zapukać do drzwi. Już miałem nacisnąć dzwonek gdy przede mną otworzyły się drzwi zza, których wyłoniła się panda. Ubrany w szare rurki i czarną koszulę z długim rękawem, która uwydatniała jego mięśnie.
-Cześć chłopaki, długo czekacie ?- Zapytał chłopak radośnie uśmiechając się. Od razu mogłem zauważyć, że pewnie pierwszy raz idzie na takie przyjęcie i zapewne jest podekscytowany. Dalej obserwowałem idącego chłopaka.
-Kris!- Zawołał Tao który machał mi ręką przed oczami.
-Co jest ?- Zapytałem.
-Pytałem się czy już lepiej się czujesz ale widzę, że chyba nie.- Tao zrobił smutną minę po czym zaczął kontynuować -Nie powinieneś iść do Hyuny. Przecież widzę, że się źle czujesz. -zaprotestował krzyżując ręce i robiąc niezadowoloną minę.
-Tao -Wymówiłem jego imię dość głośno co przywołało chłopaka do normalnej postawy.
-Czuję się doskonale. Mam nadzieję ,że będziemy się dobrze bawić w naszym towarzystwie i wyluzuj trochę.- Szturchnąłem chłopaka w łokieć. Ten od razu się rozchmurzył.
-No dobrze. - Wymamrotał.
-Jesteśmy na miejscu -Zawiadomił nas Jonghyun. Staliśmy przy dużym trzypiętrowym domu, z którego wydobywała się głośna muzyka. Stwierdziłem, że nie będzie słychać dzwonka przez ten chałas więc wszedłem do środka, a za mną reszta. W środku było dużo ludzi: jedni tańczyli, następni pili, inni rozmawiali wydzierając się na wzajem. Przybiegła do nas Hyuna ubrana w obcisłą, bardzo krótką, czerwoną sukienkę.
-Cześć wszystkim- Pomachała nam.
-Oppa witaj- Uśmiechnęła się do mnie zwodniczo.
-Cześć Hyuna. Nazywam się ZiTao. Jestem nowy, miło mi Cię poznać- Przywitał się Tao, który staną między mną a dziewczyną. Hyuna popatrzyła się na niego morderczym wzrokiem.
-Cześć. Mi też jest miło Cię poznać. Jesteś przyjacielem oppy?
-Chyba tak- Odparł nieśmiało.
-Naprawdę? Oh...Kris oppa ma tyle przyjaciół. Dbaj o niego i bawcie się dobrze- Powiedziała zmieniając swój wyraz twarzy na bardzo radosny uśmiech. Zdziwiłem się jak szybko zmieniła swoją postawę w stosunku do ZiTao. Dziewczyna pomachała nam i odeszła. Odwróciłem się do chłopaka pytając:
-Tao chcesz coś do picia? - Chłopak pokiwał głową.
-Poczekaj tu na mnie- Rozkazałem mu, kierując się do stolika z napojami.
* * *
Stałem naprzeciwko ZiTao i Krisa, którzy byli zajęci rozmową. Nie chcąc im przeszkadzać udałem się do kuchni, gdyż mój brzuch upominał się o jedzenie. Wchodząc do pomieszczenia zobaczyłem wysokiego, brązowowłosego mężczyznę o dużych niebieskich oczach ,który przygważdżał swoim ciałem niższego i na pewno młodszego od niego blondyna. Nagle popatrzyli na mnie.
-Oj sory, że przeszkadzam. Głodny jestem więc tylko zrobię sobie kanapkę i już mnie tu nie ma. Kontynuujcie.- Puściłem w ich stronę oczko, po czym zacząłem poszukiwać pożywienia.
-Zostaw mnie! Koniec z nami !- Krzyczał blondyn po czym zaczął wyrywać się z objęć wyższego. Niestety był za słaby. Brunet zaczął całować młodszego po szyi, przytrzymując mu ręce.
- Zostaw! Nie kocham Cię! - Powiedział dość głośno blondyn przez łzy. Nie mogłem dłużej na to patrzeć. Wyciągnąłem zrobioną przeze mnie kanapkę z buzi i kierowałem się w stronę kłucącej się pary.
-Ekhem...On chyba przed chwilą z tobą zerwał.- Zawiadomiłem starszego chłopaka.
-Nie obchodzi mnie to ,on jest moją własnością. Nie przeszkadzaj nam smarku.- Wypowiedział starszy, po czym z powrotem wrócił do całowania młodszego chłopaka. Nie mogłem już tego znieść. Tylko mojemu przyjacielowi artyście mogę wybaczyć przezywanie mnie w ten sposób. Szarpnąłem rękę wyższego chłopaka, która zmierzała do paska od spodni młodszego.
-Przykro mi, ale już chyba go nie pociągasz- Próbowałem uświadomić wyższego robiąc przy tym słodką minę. Mężczyzna nie wytrzymał, popchnął młodszego tak, że ten spadł na ziemię. Następnie rzucił się na mnie z pięściami . Poczułem ciepłą ciecz na wardze i przeszywający w niej ból lecz starałem się tego nie okazać. Spojrzałem na mężczyznę, który drwił ze mnie. Wymierzyłem mu niezłego kopa w krocze, a gdy się zgiął następnego tylko tym razem w głowę. Brunet padł na ziemię zwijając się z bólu. Stanąłem przed nim i z wielką dumą mówiąc:
-Po pierwsze on nie jest twoją własnością. Po drugie ten uroczy chłopak może sobie znaleźć lepszego partnera, który zadba o niego, a nie tak jak ty śmieciu. Po trzecie ten smarkacz , o którym mówiłeś załatwił Cię dwoma lekkimi ciosami przy ,których nawet nie użył rąk. Chyba najwyższy czas iść na siłownię kolego. No tak i jeszcze jedno...zabieram Ci blondyna . Ostrzegam Cię lepiej się do niego nie zbliżaj bo pożałujesz . -Odwróciłem się od wściekłego ,pobitego mężczyzny i podszedłem do siedzącego chłopaka, opierającego się o piekarnik. Dopiero teraz mogłem dokładnie przyjrzeć się chłopakowi . Miał bląd włosy , które były w nieładzie . Piękną , nieskazitelną twarz, zadarty ,szczupły nos i brązowe kocie oczy, które bardzo mnie zafascynowały. Mógłbym przyglądać się im godzinami .Miał pomiętą dżinsową koszulę i fioletowe rurki z wystającym rozpiętym paskiem .Zauważyłem także rany na jego rękach.
-Wszystko w porządku ?- Zapytałem roztrzęsionego chłopaka, próbując przybrać jak najłagodniejszy ton głosu. Blondyn popatrzył na mnie swoimi pięknymi oczami, w których widziałem ból . Były one całe podpuchnięte i wilgotne od łez.
-Nic nie jest w porządku - Odparł zachrypniętym głosem. Po czym zaczął przyglądać się mojej twarzy. Sam nie wiem czemu ,lecz z jakiegoś powodu czułem się zawstydzony.
-Wiem...Chodź na górę, musisz odpocząć.- Powiedziałem ,nagle przypomniałem sobie o ranach na rękach chłopaka.
-Muszę Cię również opatrzyć - Chłopak nic nie odpowiedział. Tylko pokiwał głową. Wziąłem go pod ramię, był zaskakująco ciężki. Do drugiej ręki wziąłem zaczętą przeze mnie kanapkę. Przecież nie może się nic zmarnować - pomyślałem.
* * *
Gdy wracałem do Tao niosąc dwa plastikowe kubki z napojem, ujrzałem go ,który rozmawiał z jakąś dziewczyną .Nie chcąc im przeszkadzać poszedłem do wołającej mnie grupki osób.
-Siemka Kris !- Wykrzykneli wszyscy witajac się ze mną.
-Yo ! -Również się przywitałem. Jeden z chłopaków zaczął opowiadać o poznanej przez niego dziewczynie, lecz ja go nie słuchałem . Byłem zajęty próbą podsłuchania rozmowy ZiTao i tamtej dziewczyny. Dziękowałem DJ'owi, że zrobił sobie dwudziestominutową przerwę i tej grupce ludzi, która usadowiła się koło pandy i dziewczyny o niezłych piersiach. Z jakiegoś powodu miałem ochotę podejść do nich i zabrać chłopaka jak najdalej od tego plastiku. Nagle dziewczyna zaczęła:
-ZiTao, a może byśmy wyszli stąd i poszli do jakiegoś bardziej spokojnego miejsca ?
-Przepraszam noona ale lubię chłopaków- Byłem zszokowany . Tao jest gejem?! To niemożliwe, a jednak.Dziewczyna skrzywiła się i zkrzyżowała ręce -Ale przecież to może się zmienić. Może po naszym spotkaniu polubisz dziewczyny.
-Przepraszam. Mam już osobę ,którą kocham.- Odpowiedział Tao, uśmiechając się nieśmiało.
-Jak to?- Zapytała nie dowierzając.
-On jest bardzo poważny, wredny, nie przejmuje się nikim, jest nieczuły, samolubny, zimny, ma do wszystkich dystans lecz gdy pozna się go bliżej można zauważyć, że jest osobą czułą, opiekuńczą. Gdy gra w koszykówkę czuję się jak bym patrzył na nieznaną mi osobę, na anioła. Pełen pasji i nadziei. Musiał mieć trudne dzieciństwo lecz stara się ukrywać to przed innymi. Zawsze gdy z nim rozmawiam on uśmiecha się do mnie. Wiem ile go musi to kosztować. Wiem, że ten uśmiech jest tylko udawany, jednak jest dla mnie. Może znam go tylko przez tydzień ale zakochałem się w nim. Czuje się przy nim tak jak bym znał go przez całe życie ,kocham go takim jakim jest.-Nie zastanawiając się dłużej pobiegłem do ZiTao. Chwyciłem go za rękę i wybiegłem z mieszkania ciągnąc go za sobą . Gdy byliśmy już na zewnątrz stanąłem przed zadyszanym chłopakiem i podniosłem jego brodę tak aby spojrzał na mnie.
-K-Kris co robisz? - Zapytał próbując złapać oddech. Nie odpowiadając mu położyłem moje dłonie na policzkach chłopaka i delikatnie go pocałowałem. Miał tak miękkie i ciepłe usta, że miałem ochotę już nigdy go nie puścić. Lecz w końcu po długim zmaganiu zrobiłem o jeden krok do tyłu i popatrzyłem w oczy Tao, przypominające dwa bursztyny. Chłopak w dalszym ciągu miał zamknięte oczy i rozchylone usta. Wygląda tak pociągająco - pomyślałem, próbując się opanować by nie rzucić się na niego. Po chwili Tao otworzył oczy, w których pojawiły się łzy.
-Tao czemu płaczesz? -Zapytałem zmartwiony. Może nie podobał mu się pocałunek, ale starałem się być delikatny gorączkowo rozmyślałem.
-Nic tylko jestem szczęśliwy.- Odparł chłopak, wycierając ręką swoje łzy. Zaśmiałem się i przytuliłem pande szepcząc mu do ucha -Ja też...-Zapadła chwila ciszy po czym powiedziałem próbując przybrać groźny ton -Że niby ja mam do wszystkich dystans i nikim się nie przejmuje?- Chłopak spojrzał na mnie.
-Przedtem mi się tak zdawało lecz teraz widzę, że tak nie jest. - Zaczął się śmiać dodając - Wiesz...chodź czasami mógłbyś być mniej poważny.
-Ja nigdy nie jestem poważny! - powiedziałem po czym również zacząłem się śmiać. Po mału zaczynam rozumieć co to znaczy, że na kimś ci zależy . I wiem ,że moje objawy ,które dalej miewam to nie choroba lecz zauroczenie, a może coś więcej...?
* * *
Chłopak siedział na łóżku cały zapłakany ja klęczałem przy nim trzymając chusteczki w ręce. Byłem zakłopotany jeszcze nigdy nikt przy mnie nie płakał. Nie wiedziałem jak mam się przy nim zachować , co powinienem powiedzieć, jak mam go pocieszyć ? Po chwili przemyślenia powiedziałem.
-Nie płacz. Szkoda twoich łez.- Chłopak tylko spojrzał na mnie po czym z drżącym głosem wymruczał.
-A-Ale ja nie p-potrafię.- Wziął jedną chusteczkę z mojej dłoni i wytarł nią łzy próbując się uspokoić.
-Jak się nazywasz? - Zapytałem chłopaka.
-Kim Ki-bum.
-Ja jestem Kim Jong-hyun miło mi Cię poznać....- Chwilę się zastanawiałem po czym szybko dodałem -Znaczy...szkoda, że w takiej sytuacji . - Zaśmiałem się podenerwowany. Głupio postąpiłem mówiąc, że jest mi miło go poznać przecież on teraz cierpi - pomyślałem, w myślach bijąc się po głowie.
-Mi też jest miło i nie przejmuj się tym. - Chłopak popatrzył się na mnie i z trudem uśmiechną się. Ma taki piękny uśmiech -pomyślałem.
-Em...Kim Jong-hyun dziękuję Ci, że mnie uratowałeś od..niego. - Powiedział trochę nieśmiało.
-Nie ma sprawy. Nazywaj mnie Jonghyun.- Odparłem.
-Dobrze, to ty mnie nazywaj Key.
-Yep. A więc Key możesz mi pokazać na chwilę swoje ręce ?- Zapytałem go, biorąc do jednej ręki wodę utlenioną. Blondyn podał mi swoja dłoń i podwiną rękaw koszuli. Byłem zdumiony. Miał długą i wąską ranę ciągnącą się od łokcia do nadgarstka , z której lały się stróżki krwi. Wyglądało to tak jak by co najmniej się ciął. Popatrzyłem na niego z pytającym spojrzeniem.
-To...on mi to zrobił.-Powiedział zawstydzony chłopak. Po czym zaczą kontynuować.
-On...się na mnie wyrzywał i...czasami kończyło się to większymi ranami. Ta jest mała w porównaniu z innymi. -Rzekł szepcząc. Opatrzyłem jego ranę po czym wziąłem jego drugą dłoń. Podwinąłem mu rękaw na tej ręce nie miał ciętych ran lecz ogromne siniaki. Współczułem chłopakowi . Musiał wiele przejść. Byłem zły, miałem ochotę zabić mężczyznę, który tak potraktował tego uroczego i bezbronnego chłopaka.
-Gotowe.-Oznajmiłem , próbując się uśmiechnąć. Key spojrzał na swoje ręce, jedną owinąłem mu w bandarz, a drugą posmarowałem maścią by szybciej się wygoiła.
-Jonghyun? - Zapytał chłopak.
-Tak?- Zapytałem trochę zaskoczony.
-Dziękuję.- Odparł Key z wielkim uśmiechem. Jego reakcja mnie zaskoczyła.
-Nie ma za co.- Pogłaskałem go po włosach.
-Gdzie mieszkasz? Mogę Cię tam odprowadzić.- Zaproponowałem. Martwiłem się o niego i wolałem aby sam nie chodził o tej godzinie po ciemnych uliczkach. Chłopak spoważniał, a jego uśmiech znikną.
-Ja...Ja mieszkam z nim.- Wypowiedział to prawie szeptem. Czemu? - zastanowiłem się lecz stwierdziłem, że niestosownie by było się go w tej chwili o to spytać.
-Rozumiem...-Po chwili przemysleń dodałem.
-Może dzisiaj zostaniesz u mnie na noc? Tak abyś nie musiał się z nim spotkać, a jutro pójdziemy po twoje rzeczy i na jakiś czas zamieszkasz ze mną ?-Zaproponowałem. Byłem trochę spięty .Bałem się tego, że chłopak mógł źle zrozumieć moją propozycję więc szybko dodałem.
-Jeśli oczywiście chcesz. Nie martw się mam dwa pokoje, a mój współlokator się wyprowadził gdyż stwierdził ,że zamieszka ze swoją dziewczyną.
-Rozumiem. Nie musisz mi tego tłumaczyć. Dziękuję Ci za tą propozycję. Z chęcią ją przyjmę ,tylko proszę Cię abyś powiedział mi ile mam zapłacić za pobyt u Ciebie.- Znów mnie zaskoczył.
-Nie musisz płacić.- Odparłem. Nastała niezręczna cisza. Chłopak widocznie chciał coś dopowiedzieć lecz ja mu przerwałem.
-Dobra! Chodźmy już bo głodny jestem!- Zawołałem przeciągając się. Chłopak wstał z łóżka i podszedł do mnie.
-Yep. Chodźmy najpierw do sklepu. Przygotuję Ci pyszną kolację.- Radośnie się uśmiechną tak jak by zapomniał o tym co przed chwilą mu się działo i wyszliśmy z domu w, którym odbywało się przyjęcie. Jestem ciekawy czym ten blondyn jeszcze mnie zaskoczy.

Zaóważyłam tylko dwa błędy. Byli w pokoju i skierowali się do sklepu. A ten facet całował Key po szyi równocześnie mówiąc. Fizycznie nie możliwe. Pomijając je, fajnie się rozkręca. Ciekawi mnie dalszy rozwój akcji. ^^ Pisz dalej, z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej. :D W tym błędzie o sklepie wystarczy dodać jedno zdanie. Powodzenia! ♥
OdpowiedzUsuńDziękuję za zauważenie tych błędów, już je poprawiłam .◕‿◕. . Bardzo Ci dziękuję za komentarz, gdyż one są dla mnie bardzo ważne ^^. Jak i również dziękuję za wsparcie ♥ᴥ♥.
OdpowiedzUsuń