Tytuł: Wsad prosto w serce
Typ: Rozdział 1
Gatunek: Komedia, szkolne, koszykówka, romans
Paringi: Taoris (udział członków SHINee, Exo i innych członków różnych zespołów )
Ostrzeżenia: W pierwszym rozdziale brak
Witam wszystkich! ^^
No więc tak jak obiecałam dodaje mój pierwszy fanfick ( cóż za nerwy ._. ).
Jest to Taoris na rozdziały ponieważ wyszło mi trochę za długie xD. Wiem,
że on nie jest doskonały i wymaga jeszcze wielu poprawek, ale starałam
się i obiecuję wam, że następny rozdział będzie lepszy i ciekawszy :3.
Chcę jeszcze do pisać, iż Izumi poprawiała moje błędy w pisowni co było
nie lada wyzwaniem, a Jonghyun i Taemin wyraziły swoje opinię na temat
opowiadania co pomogło mi w zmienieniu i ulepszeniu ficka.
Dziękuję i proszę o komentarze, które wyrażą waszą opinię o tym opowiadaniu.
To również pomoże mi w poprawieniu się i nie postąpieniu tego samego błędu w przyszłych fanfickach. Już dłużej nie przeciągam, miłego czytania :D.
*Przepraszam za jakiekolwiek błędy w pisowni (było sprawdzane ale na wszelki wypadek piszę.
Jak zawsze wstałem, umyłem zęby, uczesałem moje przefarbowane na ciemny brąz włosy. Nałożyłem krem maskujący niedoskonałości i straszliwe wory pod oczami po nieprzespanych nocach. Oczywiście mój jakże świetny styl, czyli czarne rurki z obniżonym kroczem, czerwona koszula z napisanym białym kolorem numerem 00 (mój ulubiony numer) z tyłu.
Do tego kolczyki (mam pięć dziurek), cztery czarne ćwieki i mały kolczyk (mój amulet szczęścia) z podobizną smoka. Dostałem go w wieku dziesięciu lat kiedy odwiedzałem moją mamę w szpitalu. Byłem szczęśliwy gdy wręczając mi kolczyk powiedziała: "Kochanie pamiętaj ten kolczyk przyniesie Ci szczęście i poczucie bezpieczeństwa, w tym kolczyku będę ja, zawsze będę z niego na Ciebie patrzeć". Po tych słowach zamknęła oczy i uśmiechając się "zasnęła". Wtedy tak myślałem jednak nigdy ich nie otworzyła. Wyganiając przykre wspomnienia, które nawiedziły moją głowę, ubrałem moje nowe glany, zieloną kurtkę i czarną czapkę z białym napisem "wolf", po czym nałożyłem jeszcze mój oczywiście czarny, niewielki plecak z naszywkami moich ulubionych zespołów i poszedłem zamykając za sobą z hukiem drzwi -i tak nie było nikogo-pomyślałem. Gdy moja matka umarła mój ojciec ożenił się w tym samym roku z jego pracownicą Ailee, która ma syna w moim wieku. Znienawidziłem przez to ojca. Gdy poszedłem do gimnazjum tata z jego nową żoną kazali dosłownie mi się wynosić z ich jakże cholernego obrzyganego tęczą świata. Chociaż dobrze, że kase mi wysyłają i to dość sporą bo mój ojciec prowadzi firmę, która jest znana na całym świecie.
Wyciągnąłem słuchawki z kieszeni i założyłem na uszy. Ta nudna codzienność. Nagle za drugiego zakrętu wyłonił się jasnowłosy chłopak, jego włosy były obcięte w tak zwany "hełm". Chłopak był dość niski porównując go do mnie. Prawie dosięgał moich obojczyków, prawie... Ubrany był w czerwone rurki, biały sweter i adidasy (widać, że z bardzo dokładnie ukrytą koturną ale nie aż tak dokładnie bo ja jakoś to zauważyłem) i czarną skurzaną kurtkę.
-Hej Krisus!- powiedział karzeł.
-Hej, nie mów tak do mnie Jonghyun...- wymamrotałem (nie cierpiałem gdy ktoś mnie tak przezywa, a w szczególności ten kurdupel z miską na głowie).
-Ej no weź się nie wkurzaj to przecież był żart.- Po wypowiedzeniu tych słów zaśmiał się i popchnął mnie dosyć mocno tak, że prawie wpadłem na jakąś dziewczynę.
-I to jest właśnie mój najlepszy przyjaciel...-pomyślałem.
-Kurde, weź uważaj ty nierozgarnięty dinozaurze!!!- powiedziałem to dosyć ostro, popchnąłem go również niestety twardo trzymał się na nogach.
-Ale przyznaj ładna była...-zaśmiał się. Po moim spojrzeniu było widać, że mam ochotę mu powiedzieć "are you fucking kidding me?". Więc od razu zmienił temat:
-Jak tam Ci się układa z twoim bratem?
-To nie jest mój brat...Nie odzywamy się do siebie.
-Nie martwisz się o niego? Ostatnio widziałem go z Sehunem w dość...dziwnej sytuacji-powiedział Jonghyun
-Powtarzam, że to nie jest mój brat. Mam go gdzieś. Poza tym, on wszystkim daje dupy.-powiedziałem dosyć ostro. To prawda Luhan jest puszczalski i to bardzo. No ale tego zmienić się nie da... Weszliśmy do zatłoczonej szkoły.
Wszyscy odwracali się do nas mówiąc nam cześć i radośnie uśmiechając się. Tak się właśnie dzieje gdy jesteś najpopularniejszym chłopakiem w szkole i poza szkołą również (to mnie czasami przeraża). Wszedłem do mojej klasy, oczywiście tam też usłyszałem grupowe "cześć". Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem "witajcie kochani"(trochę słodkości nie zaszkodzi). Jonghyun zaśmiał się pod nosem:
-Really? "Witajcie kochani"? To już moja babcia ma lepsze teksty.
-Pf...Nie wtrącaj w to swojej babci-powiedziałem kładąc książki na swojej ławce. Całe szczęście siedziałem sam. Lubię tą swobodę.
-Właśnie zapomniałem się spytać. Jak tam twoja dziewczyna Sooyoung?- zagadnął Jonghyun.
-Zerwałem z nią.- powiedziałem obojętnie.
Wyciągnąłem słuchawki z uszu.:
-Czemu?- dopytywał się skrzat.
-Bo mnie zdradziła z Minho. -powiedziałem ostro. Wolałem na ten temat nie wspominać:
-Tak...racja zapomniałem, przepraszam, ale chodziliście ze sobą ponad trzy lata nie mogę się odzwyczaić.-powiedział smutno mój przyjaciel.
-Nic się nie stało, jak widzisz jakoś to znoszę.- odrzekłem uśmiechając się do niego. Ale za to całe noce rozmyślam czemu ta dziewczyna wybrała jego, a nie mnie...
Mieliśmy mieć w następnym tygodniu mecz. Stwierdziłem, że musze się jeszcze podszkolić dlatego razem z hełmogłowym poszliśmy na boisko szkolne pograć kilka meczy w kosza. Jonghyun po treningu od razu poszedł nam po picie. Ja w tym czasie poszedłem do szatni. Byłem taki spocony, że marzyłem tylko o zimnym prysznicu. Pociągnąłem za klamkę od drzwi, a wchodząc do środka otworzyłem ze zdziwienia szeroko oczy. Zobaczyłem jak moja dziewczyna całuje się z wysokim chłopakiem, który miał krótkie ciemne włosy i duże
oczy. To był Minho, zawodnik z naszej drużyny koszykarskiej. Jego koszulka leżała na ziemi koło nich, a jego pasek od spodni był odpięty... Dziewczyna o długich, ciemno brązowych włosach i ciemnych oczach. Miała ściągnięty sweter, a jej bluzka była podwinięta. Siedziała na kolanach chłopaka i uśmiechała się do niego tak jak zawsze do mnie... Ten uśmiech mógł stopić serce każdego.
Nie mogłem tego dłużej znieść, wbiegłem tam, popchnąłem lekko dziewczynę tak aby mogła zejść z kolan tego dupka i uderzyłem go prosto w twarz. Gdy coś strzeliło
w jego nosie, od razu się uśmiechnąłem i uderzyłem jeszcze raz tylko ze zwiększoną siłą. Gdy Minho się otrząsną przywalił mi z całej siły w skroń tak, że polała
się krew ale jakoś mnie to nie bolało, w tamtej chwili wypełniała mnie tylko złość. Kopnąłem chłopaka prosto w krocze po czym szarpnąłem go za włosy i cisnąłem jego głową o ławkę na której siedział. Uderzył w nią z hukiem. Nagle do szatni wbiegł przerażony dinozaur. Chwile stał w bezruchu (pewnie badał sytuację) gdy nagle rzucił się na chłopaka leżącego na ławce i zaczął nim szarpać, każąc mu z niej wstać. Dał mu jego rzeczy i przywalił mu prosto w twarz, następnie kazał mu się wynosić. Dziewczyna także pozbierała swoje rzeczy z podłogi i wybiegła. Gdy wychodziła szepnęła do mnie "przepraszam".
Znów napadły mnie te bolesne wspomnienia i znów się zastanawiałem. Dlaczego mnie zdradziła? Czy jest coś ze mną nie tak...? Może śmierdzę? Dyskretnie powąchałem swoje pachy tak dla pewności. Gdy nagle do klasy wszedł nauczyciel:
-Witam was wszystkich. Dziś mam wam do przedstawienia nowego ucznia. Oto ZiTao od dziś będzie chodził do naszego liceum.- Zdziwiłem się jesteśmy w trzeciej klasie liceum. Kto normalny przepisywał by się do innej szkoły gdy został mu tylko rok nauki? Jak dla mnie to bez sensu.
-Witam wszystkich-powiedział trochę zawstydzony chłopak- mam nadzieję, że się
zaprzyjaźnimy.-Był wysoki, ale jednak niższy ode mnie. Miał ciemne włosy i delikatną twarz, którą zdobiły cienie pod oczami. Ubrany w dżinsowe potargane rurki, szarą bluzkę z
długim rękawem i zarzuconą na to skurzaną kamizelkę. Na nogach glany, a na ramieniu miał przewieszoną zieloną torbę.
-Dobrze ZiTao usiądź koło Wu Yi Fana -pokazał ręką w moją stronę. Ten skiną tylko głową. Idąc w moją stronę uśmiechał się do mnie.
-Cześć, mów do mnie Tao.
-Cześć, okey.- powiedziałem szorstkim tonem. Byłem zły, nie lubiłem z nikim dzielić mojej ławki. On w dodatku przypominał mi Sooyoung, co nie przekonywało mnie do jego osoby.
Z niechęcią przesunąłem książki na drugi koniec ławki tak aby miał miejsce na położenie swoich.
-To ty jesteś Kris,kapitan klubu koszykarskiego?- zapytał się patrząc na mnie z wielką ciekawością:
-Tak to ja - nie miałem ochoty na rozmowę z nim (tak jestem wredny i dobrze mi z tym).
-Wow, ja też bym chciał grać w koszykówkę - powiedział czerwieniąc się.
-Naprawdę? - zapytałem z większą ciekawością. Przecież może ...W sumie to niezły pomysł i tak szukamy nowych. Chociaż będzie się z kogo pośmiać bo śmianie się z Jonghyuna
już mi się znudziło:
-To może dzisiaj po lekcjach przyjdziesz na boisko. Zobaczymy co potrafisz.- popatrzył się na mnie z wielkim uśmiechem:
-Tak z chęcią. Dam z siebie wszystko!!! - prychnąłem widząc tą jego radość. Pomyśleć, że ta panda myśli, że da mi radę. Niedoczekanie.
-Nie ciesz się tak i tak przegrasz. -popatrzyłem się na niego z wyższością:
-Nic nie szkodzi i tak cieszę się, że będę mógł spędzić z tobą trochę czasu. - chłopak zbóraczał. Nagle zadzwonił dzwonek na przerwę:
-Widzimy się na boisku.- Powiedziałem odchodząc. Chłopak uśmiechną się i zaczął pakować swoje książki.Wyszedłem zadowolony z klasy i zacząłem kierować się w stronę szatni. Nagle przede mną stanęła Hyuna, która uśmiechnęła się do mnie i chwyciła mnie za rękę:
-Hi, Kris oppa! -powiedziała słodkim głosem. Była moją dobrą koleżanką już od przedszkola. –Hello, Hyuna. -powiedziałem zwodniczo. Lubiłem patrzeć na reakcje dziewczyn. Hyuna zaczęła się śmiać i od razu jej policzki się delikatnie zaczerwieniły:
-Oppa ale ty jesteś zabawny, uwielbiam to w tobie.- przytuliła mnie. Nie spodziewałam się tego ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Byłem do tego przyzwyczajony, zawsze jakieś dziewczyny kleiły się do mnie. Teraz jest mi to obojętne.
-O co chodzi Hyuna?- zaśmiałem się.
-No więc za tydzień organizuję imprezę w moim nowym domu. Miło by było jak byś przyszedł. Wiesz wszystkie dziewczyny oczekują twojego przybycia. Oppa nie daj się. Impreza zaczyna się o godzinie 21. Pewnie będziesz szedł z Jonghyunem, więc powiedziałam mu gdzie się dokładnie odbędzie. Mam nadzieję, że przyjdziesz. - powiedziała.
-Oczywiście, że przyjdę. Nigdy bym nie opuścił imprezy u mojej ulubienicy.
-Nie zawiedź mnie oppa. Bay,bay- dziewczyna odchodząc pomachała mi.
-See you soon.- powiedziałem i również jej odmachałem. Jeszcze nigdy nie pominąłem żadnej imprezy. W końcu jako przykład najpopularniejszego chłopaka nie mogło mnie zabraknąć. Jak ja bym chciał być normalnym uczniem liceum. Ech... Czemu musze być popularny?
Po chwili przypomniałem sobie o Tao, z którym miałem zagrać w kosza.
-Kusooo.., spóźnię się.-Powiedziałem pod nosem trochę zły. Nie lubiłem się spóźniać. Szybko udałem się do szatni. Tam ubrałem moją koszulkę na ramiączkach i spodnie dresowe:
-Yep. Jestem gotowy.- zabrałem piłkę do kosza i wszedłem na boisko. Zobaczyłem Tao, który był w trakcie skoku do kosza. Nagle zawisł w powietrzu a jego prawa ręka, która trzymała piłkę zerwała się do góry i wrzuciła idealnie lecącą piłkę do kosza. Chłopak ponownie znalazł się na ziemi i szybko pobiegł za piłką, która spadała z kosza. Zaczął ją kozłować i robić uniki . Wydawało mi się, że tak delikatnie się z nią obchodzi ,a także porusza się z wielkim wdziękiem. Szybko oprzytomniałem i pobiegłem do pandy zabierając jej piłkę z rąk i wrzuciłem ją jednym szybkim ruchem do kosza:
-O Kris! Już myślałem, że nie przyjdziesz.- powiedział trochę zasmucony:
-Ja zawsze dotrzymuję obietnic. Zapamiętaj to sobie.- przybliżyłem się do niego tak, że gdybym wyciągnął ręce to mógłbym dotknąć jego ramion i podałem mu piłkę.:
- Zaczynamy?- zapytałem z zadziornym uśmiechem.:
-Pewnie. Tylko nie dawaj mi forów.-powiedział:
-Ja? Nigdy.-szybko przejąłem piłkę , którą on kozłował już miałem robić wsad gdy nagle pojawił się Tao i wzniósł swoje ręce ku górze tak aby mnie "zablokować" . Niestety staliśmy za blisko. Upadłem na drewnianą podłogę, a na mnie spadł Tao. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem jak chłopak paczy się na mnie speszony i z całą czerwoną twarzą . Musiało to dziwnie wyglądać ja leżący na boisku, podparty na łokciach. I Tao, który był na czworakach z kolanem między moimi nogami. Podpierał się na rękach wyżej moich bioder z głową podniesioną na wysokość mojej. Byłem trochę zakłopotany. Szybko zerwałem się na nogi, popychając tym samym chłopaka:
-Prz...przepraszam -powiedziałem zawstydzony.
Serce waliło mi jak bym przebiegł maraton. Pierwszy raz się tak czułem. Co się ze mną dzieje? Dopiero się poznaliśmy .Nie rozumiem tego.
- Nie to ja przepraszam. Mogłem bardziej uważać.-powiedział także zakłopotany Tao.
Wstał z podłogi i otrzepał ubranie:
-To ja pójdę się już umyć. Dziękuję za grę. – powiedział, po czym ruszył do szatni:
-Nie, czekaj! -krzyknąłem i pobiegłem za chłopakiem. Chwyciłem go lekko za bluzkę, ale dalej odwrócony do mnie plecami staną w miejscu. Szarpnąłem go za ramię tak aby się odwrócił. Nagle zobaczyłem jego zaszklone oczy:
-Tao czemu płaczesz?- zapytałem się zmartwiony. Przeze mnie? Czemu? Jeszcze nigdy nikt się prze ze mnie nie rozpłakał pomyślałem. Chłopak popatrzył się na mnie swoimi wielkimi oczami, przez łzy jego oczy były jeszcze bardziej podpuchnięte pomyślałem:
-Prze...przepraszam.-powiedział chłopak wycierając łzy ręką.- Ja po prostu bardzo chciałem wstąpić do drużyny, a teraz zmarnowałem szansę.-było mi żal chłopaka. Jednak posiada talent pomyślałem.
-ZiTao nie płacz. - powiedziałem wyniośle. Chłopak popatrzył się na mnie, tłumiąc płacz.
-Nie zmarnowałeś swojej szansy, bardzo podobała mi się twoja taktyka gry. Z chęcią przyjmę Cię do drużyny.- Tao zaczął skakać z radości, pochylił się przede mną i podziękował. Po wejściu do szatni i prysznicu, po którym od razu poczułem się lepiej zacząłem się przebierać gdy nagle ujrzałem przebranego Tao pakującego swoje rzeczy do torby:
-ZiTao może chciałbyś iść ze mną na imprezę Hyuny, która będzie za tydzień ? -zapytałem się chłopaka, który spoglądał na mnie.
-I oczywiście Jonghyun z nami pójdzie.-szybko dopowiedziałem.
-Pewnie.- Uśmiechną się.
-To miłe z twojej strony, że również ze mną chcesz iść.- Powiedział. Byłem szczęśliwy, że zaprosiłem Tao. Jednak martwię się tym, iż tak szybko przywiązuje się do dopiero co poznanego nowego ucznia.

Wow.powoli się wszystko fajnie rozkręca. Ciekawi mnie co bd dalej. :) Luhan puszczalski dobre se
OdpowiedzUsuńOmg! Nigdy nie czytałam opowiadania z ludźmi z k-popu, a jeszcze tym bardziej z moim ukochanym Tao~! Jeeeezu czekam na kolejne rozdziały! Bardzo fajnie <3
OdpowiedzUsuńDziękuję Wam za takie pozytywne komentarze ♥o (╥﹏╥) o♥. No tak jakoś wyszło. Przepraszam jeśli kogoś zraniłam tym,że z Lulu zrobiłam puszczalskiego :I. Sylwia R. ja też uwielbiam Tao (ノ ◕ ヮ ◕) ノ. Jeszcze raz baaardzo dziękuję za wsparcie i życzę Wam wytrwałości w czytaniu dalszych części ♥.
OdpowiedzUsuń31 yr old Community Outreach Specialist Florence Burnett, hailing from Leduc enjoys watching movies like Defendor and Urban exploration. Took a trip to The Sundarbans and drives a Corvette. Ta witryna
OdpowiedzUsuń